Dzień 9. Belorado – Villafranca Montes de Oca, 12,5 km, etap 2.

Różne żródła podają różne odległości między tymi miejscami. Nawigacja podaje, że przeszłam dziś 27,5, więc piszę że ten etap tyle właśnie wynosił.

Zaraz za Belorado znów spotkałam Rosaria i swobodnym krokiem szliśmy sobie do Villafranca. Miałam po drodze trudne zadanie, z którego pewnie nie wywiązałam się należycie, bo czym przekonać Włocha, żeby przyjechał do Polski na wakacje? Bo ani nasze plaże, ani kuchnia, ani muzyka, ani historia nie przebiją tego, co mają Włosi. Albo ja nie umiem praekonywać, albo żadna ze mnie patriotka. Całe szczęście śpimy w różnych albergach więc temat niby się skończył, ale mnie ciągle siedzi w głowie. Pomocy!

Śpię dziś w tzw. alberdze municypalnej. Za 5€. Zrobiłam pranie i pani hospitaliera wrzuciła je do przedpotopowej wirówki za pobraniem 1€. Wszystko już prawie poschło, ale poszłam do sklepu owinięta śpiworem. I kupiłam sobie rękawiczki z polara, bo zmarzłam dziś w ręce jak jasna cholera. Ale nie przyszło mi do głowy, żeby do Hiszpanii w maju brać czapkę i rękawiczki. Pamiętam, jak kiedyś w 90-tym, czy 91-ym pojechałyśmy z Renią pod namiot na Costa Brava i też strasznie żeśmy zmarzły. Szkoda, że nie pamiętałam tego, jak się pakowałam.

Dzień 9. Grañón – Belorado. 15 km, etap 1.

O ósmej wylogowali nas z tej magicznej albergi więc trzeba było wcześnie ruszyć w drogę. Przedtem było śniadanie: kawa, herbatniki i mufiny. Margaryna i dżem. Po drodze zgubiłam Penny, miłą, ale zbyt szczebioczącą dziewczynę i z niejakim żalem Rosaria :-) i przeleciałam tych 15 km nierozsądnie za jednym zamachem, bez przystanku.  Teraz noclegi mam co bez mała 2 km, więc będę iść jak długo dam radę. Dosyć dziś chłodnawo, nawet bardzo bardzo i wiszą na niebie ciężkie deszczowe chmury. Całe szczęście nie pada. Prekroczyłam granicę następnej prowincji i weszłam na płaskowyż, na jakieś 800 mnpm. Teraz będzie cały czas pod górę i jak dam radę następnych 12 km, to wejdę na jakieś 980 mnpm. Chwilami tęsknię za moją czerwoną kurtką, która została w Uterdze, ale jak założę pelerynę przeciwdeszczową, to będzie ok. Do tej pory szłam w samym polarze.