Dzień 10. Villafranca – Burgos, 40 km

Sama nie mogę w to uwierzyć, ale to zrobiłam! 40 km w jeden dzień! Muszę przyznać, że trochę przesadziłam, ale to się więcej nie powtórzy :-)

Wczoraj wieczorem w Villafranca poznałam niebywałego człowieka (ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że tu prawie wszyscy są tacy!), potomka Serbów urodzonego i mieszkającego na Madagaskarze! Niestety jedynym naszym wspólnym językiem był francuski, ale jakoś szło się dogadać. Jego poprzednią wędrówką była trasa od wybrzeży Kenii do Jerozolimy, a teraz postanowił zrobić drogę św. Jakuba. Dobry sposób na emeryturę. Patrzyłam również do jego książeczki – przewodnika, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście na 21 km przed Burgos nie ma żadnej albergi (w moim spisie nie było) u niego coś było, więc postanowiłam zignorować tę w Cardañuela- Riopico i próbować szukać czegoś w Villafria, na 12 km przed Burgos. Okazało się, że ta Villafria to już właściwie przedmieścia Burgos, jakieś straszne skrzyżowanie naszych Janek z Markami, z dwugwiazdkowymi hotelami dla kierowców tirów, szło się wzdłuż autostrady, z ogromnymi magazynami, składami opon, jakimiś zakładami, z których część była w ruinie, a część zupełnie nowa, włączyłam więc sobie książkę i jakoś brnęłam te kilometry. Teraz, mimo, że jestem STRASZNIE zmęczona, cieszę się, że mam ten kawałek za sobą.

Natomiast droga z Villafranca do Atapuerca, gdzie znaleziono szczątki najstarszego człowieka w Europie, była fantastyczna. Idealna pogoda, przyjemny chłodek i przebłyskujące, ale nie palące słońce (Rosario mówił, że pielgrzyma z Camino Frances można poznać po tym, że jest opalony tylko z lewej strony :-)))

Jeszcze tak sobie dziś myślałam o tym, co napisał Staszek, że popadam w ekstazę. Cholera jasna! A dlaczego mam nie popadać!? Jestem w trakcie podróży swojego życia, prawdopodobnie jednego z największych moich osiągnięć, więc dlaczego mam nie popadać w ekstazę??? Nie zachwycam się każdym parchatym, spotkanym po drodze kotkiem i nie fotografuję każdego kwiatka, jak to robiła motylek – Penny, ale tak! Chłonę każdą sekundę tej magicznej drogi i już, mimo, że jestem dopiero w mniej więcej jednej trzeciej, już żałuję, że zaraz się skończy!

Ale mnie bolą kolana i kostki :-(

Albergue Municipal w Burgos

Obrazek

20130503-220639.jpg

gdzie dziś śpię. Położona w sercu starówki, w środku wygląda jak nowoczesny szpital. Wewnątrz m. in. pralnia samoobsługowa, ale była kolejka. Ta alberga mieści z 500 osób!

Jak szłam tymi przedmieściami Burgos, to myślałam o Marriocie, który tu jest, ale alberga wygrała tym, że jest na szlaku, a do Marriotta musiałabym ze 300 m podejść. Nie dałam rady i w ten sposób punkty na Londyn, Reniu, ocalone! :-)