Kolacja w El Ganso

Obrazek

20130512-212349.jpg

Poszliśmy sobie z kolegami na „menu peregrino” do jedynego baru we wsi. W alberdze jest kuchnia, ale nie ma co gotować, bo nawet jeśli byłby jakiś gees we wsi, to dziś niedziela i byłby zamknięty. 8€ za zupę albo makaron na pierwsze, smażoną wieprzowinę albo jajka sadzone do wyboru, frytki, sałatkę na drugie, jakiś owoc na deser i wino albo piwo albo jakiś inny napój do wyboru. Dosiedliśmy się do jednej Niemki, Birgit, bo siedziała sama przy stole, który jeszcze był w słońcu, a poza nim już było chłodno i zrobił się z tego całkiem miły wieczorek :-)

Dzień 19, Villares de Orbigo -El Ganso, 28 km

Dziś był dzień spotykania starych znajomych i w ten sposób znalazłam się z Cezarem i Rossem w El Ganso i mamy znakomite poddasze do spania tylko dla siebie! Mam nadzieję, że oni nie chrapią! Mogą nam jeszcze kogś dokwaterować, są tu jeszcze trzy wolne łóżka. Gerda w którymś momencie wypaliła do przodu, ale zdążyła mi powiedzieć, że widziała Francuzów, Bernarda i Thierry’ego, którzy o mnie pytali :-)

Przerwa była dziś w pięknym mieście Astorga. Pięknym dlatego również, że zaraz po wejściu do miasta była starówka, a wyjście też było ładne, bez żadnych magazynów ani autostrad. Zrobiła się też po południu słoneczna pogoda, więc utrwalałam „peregrino-tan”. Astorga ma spektakularną, widoczną z daleka katedrę. Wygooglajcie sobie, bo z pewnością w internecie jest dużo zdjęć zrobionych przez profesjonalistów, które lepiej oddadzą glorię tej katedry niż moja amatorszczyzna zrobiona ogryzkiem.

Po Astordze nareszcie też wróciły piękne krajobrazy. Widać już bardzo pięknie góry, a już jutro Cruz de Ferro na 1500 m npm (ale do wspięcia się tylko 500 m, bo El Ganso jest na 1000 m npm. Przy Cruz de Ferro rzuca się kamyki wiezione z domu. Ja też mam :-)