Dzień (już!) 25, Sarria – Gonzar, 30 km

Lało równo od rana do południa, potem się przetarło, a teraz nawet świeci słońce, ale jest wiatr i zimno. Siedzę w barze w Gonzar, wykąpana i we wszystkim czystym (pranie +suszenie 5,40€, więcej niż nocleg i tyle co kolacja) i przyszło mi do głowy, że to chyba ostatnie „wielkie pranie” robione na Camino. Odkąd widzę słupki informujące o odległości do Santiago podające wartości mniejsze niż 100 km, to jakoś mi smutno. Zwłaszcza, że kilometrów ubywa jakby szybciej, niż na początku… Szłam dziś z dobrymi piechurami: Pietro, młodym, chłopakiem z Mediolanu i starszą, tak po 70-tce babeczką, Francuzką, która szła najszybciej z nas trojga. Ledwo, co mogliśmy ją doganiać :-) Pietra spotkałam przed Tricastela, i to własciwie dzięki niemu przeszłam ostatni kawałek, dziś tak samo, spotkaliśmy się przed Portomarin, dziwnym staro-nowym miasteczkiem, które prawie w całości zostało przeniesione na wzgórze, bo na jego „starym” miejscu zrobili zalew. Właściwie to miałam się tam zatrzymać, ale większość startujących w Sarrii to robi, więc chciałam złamamać amplitudę :-) Pietro zarezerwował sobie wcześniej albergę prywatną tu w Gonzar, my z Francuzką poszłyśmy do najbliższej, nowiutkiej, ale kameralnej municypalnej. No i widok kolegów Francuzów potwierdził słuszność mojego wyboru :-)

Zjadłam kolację z Francuzami i teraz każdy sobie coś tam robi w telefonach, tabletach, czy kto co ma na wyposażeniu :-) A w Warszawie Noc Muzeów…

Liczę, że wrócę szczęśliwie do domu już w najbliższy czwartek i w sobotę, za tydzień, kiedy jeszcze emocje nie opadną i rany na stopach się nie wyleczą (wybranym niewiernym Tomaszom mogę je pokazać, oko już ok, katar mam nadzieję, że minie) chciałabym uczcić z Wami moje Camino lampką hiszpańskiego wina i plasterkiem choriso. Pstryknijcie mail, że będziecie, a ja Wam podam gdzie i o której. Jeśli już coś zaplanowaliście na ten wieczór, to macie tydzień, żeby plany te odwołać :-)

Acha, do Santiago mam już tylko 84 km…