Czarodziejski ogród

Obrazek

20130520-163507.jpg

dziś rano było magicznie. W powietrzu wisiała mgła (o 7.30 byłam już w drodze), było cicho, prawie nikogo w zasięgu wzroku i taka atmosfera, że jak przechodziłam koło cmentarza, to aż mi ciarki po plecach przeszły. Potem zaczął się las. Dziwny dosyć. Po jednej stronie ścieżki stareńkie drzewa z pniami obrośniętymi bluszczem, po drugiej eukaliptusy, które ledwo wyczuwalnie, ale charakterystycznie pachniały.

Dobra, dosyć tej poezji. Czas się kąpać :-) :-) :-)

Dzień 27, przedostatni pełny, Melide – Brea, 29 km

I znowu hotel, ale nie z mojej winy! Chciałam też iść mniej, ale się nie dało, bo nie było albergi. W Arzua byłam koło południa – za wcześnie, żeby kończyć marsz, w Salceda, 3 km stąd usłyszałam przykre słowo „completa”. Nie chciałam ryzykować kolejnej „complety” w Santa Irene (są tam dwie albergi, łącznie na 50 osób), z resztą bez sensu jest robić dziś każdy kolejny kilometr, skoro do Santiago zostało ich tylko 24 a mam być tam pojutrze. Dobra, schludny pokoik, krystalicznie czysta łazienka, wi fi i śniadanie, wszystko za 30€. Jakoś przeżyję. W ogóle, a propos krystalicznej czystości, to jest tu czyściej, niż myślałam. Wystarczająco często są przy drodze bary gdzie nie tylko można wypić cafe con leche, czy zjeść bocadillo, ale także skorzystać zawsze z bardzo czystej łazienki. Ktoś, kto na forum dopisał do listy rzeczy do zabrania papier toaletowy ma chyba problemy gastryczno-urologiczne i musi co chwila skakać do lasu, bo mnie bary wystarczą.

Jutro mam do przejścia tylko kawalątek. Do Monte do Gozo albo przedmieść Santiago. Bo do samego Santiago na południe jednak nie dam rady. Do Fisterry też chyba nie. Zostawię ją sobie na następny raz. Może uda mi się kiedyś przylecieć do Santiago i iść do Fisterry w dwie strony? To tylko 3 dni w jedną… Niezła myśl, co? :-)

Dzień 26, Gonzar – Melide, 32 km

Moim początkowym planem było dotarcie dziś do miejscowości o obiecującej nazwie Cazanowa, które jednak okazało się straszną dziurą: jedna chałupa i ikeowata, zbudowana chyba ze 3 lata temu alberga. Poszłam 10 km dalej (co to dla mnie! 10 w jedną, 10 w drugą!) do miasteczka Melide. Tu rozdzieliłyśmy się z Francuzką, ona poszła szukać albergi, w której już kiedyś nocowała, ja weszłam do pierwszej napotkanej, zrobionej w starej kamienicy. Co prawda 10€, ale jednorazowa pościel, damskie i męskie pokoje, wi-fi, więc nie jest źle. Na prawdę, po 32 km zupełnie nie chce mi się szukać bardziej atrakcyjnego miejsca (po standardowych 25 też mi się nie chce). Nie znam żadnego i tak, Cezara straciłam z oczu dobrych kilka dni temu, więc nocuję tam, gdzie najbliżej. Całe szczęście moje obawy co do tłoku się nie potwierdziły. Zostały mi jeszcze 2 noclegi albergowe i jeden w Madrycie, gdzie sobie zarezerwowałam Sheratona za punkty. Ale mnie dziś wkurzyli. Nikt nie odpowiedział na mail wysłany do consierga, przysłali mi za to informację, że mogą mi dołożyć „early departure fee”. Nie wiem, czy w ogóle nie zrezygnuję z tego noclegu, bo przylatuję do Madrytu koło północy, nim odbiorę bagaż może być pół do pierwszej, nim znajdę taksówkę i dojadę do hotelu – pierwsza, a samolot do Paryża o 7 rano, czyli o 6 powinnam byc na lotnisku, zatem o 5 pobudka i jeszcze nerwy czy nie zaśpię, czy zdążę… Mamy z koleżanką Renią całkiem niedawne doświadczenia w nocowaniu na lotnisku, więc się waham. Może jest tam jakiś hotel w kompleksie budynków lotniskowych, gdzie nie będę musiała dojeżdżać nawet 10 minut taksówką.

W kuchni, gdzie teraz siedzę rozwija się jakieś międzynarodowe życie towarzyskie, ale chyba zbiorę się spać, bo straaaaasznie jestem zmęczona…

Ladies in red

Obrazek

20130519-183152.jpg

ta dziewczyna obok mnie to moja dzisiejsza koleżanka, Francuzka, o której pisałam wczoraj. Renia, możesz pamiętać z wyjazdu do Stubai, w jakim typie :-))
Wigoru może jej pozazdrościć niejedna dwudziestolatka!

La vache espagnole

Obrazek

20130519-182639.jpg

spotkałam dziś tę oto panią. Mówię do niej, żeby powiedziała „cheese” to ładnie na zdjęciu wyjdzie, ale chyba nie zrozumiała. Z resztą francuskie powiedzienie „comme la vache espagnole” odnosi się, o ile pamiętam, do języków obcych, a zwłaszcza wymowy, więc pewnie mnie nie zrozumiała :-(