Dzień 29: Miraz – Sobrado dos Monxes, 25 km, jakieś 60 km do Santiago

No i na koniec zrobiła nam się rodzina, która co chwila się powiększa. Byliśmy sobie we czwórkę: ja, Maria, Carlos i Federico. Wczoraj dołączył do nas Pepe a dziś rano, mimo że strasznie marudzilismy z wyjściem, Pepiño w pełnej gotowości czekał na nas. Może dlatego, że panowie obiecali mu wczoraj, że go nauczą jak się stać prawdziwym hiszpańsko – włoskim mężczyzną. Jutro dołącza do nas Natalia bo dziś jakieś horrory po drodze przeżywała i lepiej, żeby szła w towarzystwie.

Droga jak droga. Ładna jak zawsze, z najwyższym punktem na całym Camino.

Absolutnym hitem dzisiejszego dnia jest jednak klasztor i kościół w Sobrado dos Monxes. Poszukajcie w internecie, bo warto. Stałam jak wryta w kościele i próbowałam sobie wdrukować w świadomość to, co widzę i czuję. Coś niebywałego! Zrobiłam bardzo dużo zdjęć ale chyba lepiej obejrzeć profesjonalne. W klasztorze jest alberga, w której się zatrzymaliśmy. Niebywała alberga. Poszliśmy na wieczorne vespers czyli śpiewy i modlitwę ale na nonę już chyba nie pójdziemy. To już pora spania a chcemy rano wyjść bo cel na jutro to Arzua, pierwsza wspólna dla Camino Del Norte i Camino Frances miejscowość więc będzie tłok. Poza tym po 13-tej – 14-tej już ciężko iść. Ciekawe, czy pamiętam Arzua. Byłam tam przecież 5 lat temu.

A co do finiszu naszej wędrówki to fasada katedry w Santiago jest w remoncie nie będzie więc spektakularnego zdjęcia triumfu. Carlos mówi że nie szkodzi, i tak nie będziemy nic widzieć bo nasze oczy będą zalane łzami!

powered by EndomondoWPlogo

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *