Poradnik

  1. Nie bój się iść sam(a) na Camino de Santiago. To bezpieczny i dobrze oznaczony szlak (nie wiem jak inne, ale Camino Frances, którą szłam z pewnością taki jest). Jeśli szukasz licznego towarzystwa rodaków, to wybierz się lepiej do Częstochowy. Camino ma tę wspaniałą cechę, że bardzo łatwo poznać innych ludzi. Wystarczy zapytać: skąd jesteś? Gdzie czy kiedy zacząłeś i rozmowa gotowa. Jeśli nie chce się z kimś gadać wystarczy zwolnić czy przyspieszyć i sprawa załatwiona. Warto też wykorzystać godziny samotnego marszu na przemyślenie spraw, które leżą człowiekowi na sercu i na wątrobie. Poza tym w pojedynkę łatwiej znaleźć nocleg.
  2. Znajomość jakichkolwiek języków obcych oczywiście pomaga i uprzyjemnia / ułatwia te chwile, kiedy chce się być z innymi ludźmi, ale spotykam na szlaku jedną Koreankę, która nie mówi w żadnym europejskim języku, natomiast doskonale sobie radzi zarówno logistycznie jak i towarzysko. Jeśli nie miałabym ze sobą iPada z tłumaczem, to przydałyby mi się rozmówki hiszpańskie.
  3. Nie bierz ze sobą rzeczy, których żal by Ci było zostawić. No, może poza tabletem (dopisek z Camino del Norte: tablet niepotrzebny!)  i telefonem komórkowym. Ludziom ciążą nawet te wszystkie nowoczesne i drogie soft- shelle i inne pierdu- shelle. Ciepły polar, który może służyć też jako powłoka na poduszkę (Nie mam zaufania do tych w albergach) i dobra peleryna deszczowa wystarczą. Na drugim przystanku zostawiłam super-ultra lekki materac za którego wybuliłam ponad 4 stówy. Żal, ale mimo wszystko ważył koło kilograma. Skoro zostawiłam również drugi grzebień, to sami rozumiecie… Nie brałabym teraz tabletu (jednak wzięłam i mi ciąży :(. ) Telefon by wystarczył, ale technika poszła do przodu.
  4. A propos zostawiania. Można wziąć ze sobą ze dwa stare t-shirty, żeby po noszeniu przez pierwsze dni bez żalu i konieczności prania je wyrzucić. Niewiele nas obciążą, świadomość że zaraz ubędą z plecaka też ujmie im ciężaru a nim się zorientujemy co i jak oszczędzą nam konieczności urządzania prania na początku wędrówki.To samo dotyczy – pardon le mot – majtek. Warto zabrać ich więcej bo niewiele ważą i po prostu wyrzucać zamiast prać. Ze skarpetami to już byłoby mi szkoda stosować ten model, bo moje merynosowe kosztowały ok 70 zł za parę. Ale to była dobra inwestycja.
  5. Dobra peleryna deszczowa to taka, która szczelnie okryje Ciebie wraz z plecakiem i ma normalne, długie rękawy, najlepiej zapinane na rzepy wokół nadgarstka, a nie jakieś cudo zakrywające ręce do łokcia, fruwające przy każdym podmuchu wiatru, wkładane przez głowę. Moja, kupiona w Decathlonie jest idealna. Ma rękawy, jest wystarczająco długa, rozpina się z przodu na zamek na całej długości, więc jak ją zdejmuję nawet po ulewie, to woda ścieka do tyłu, a nie na człowieka, jak przy zdejmowaniu przez głowę. Na dodatek służy mi też z powodzeniem jako wiatrówka oraz kocyk, jak chcę usiąść na ziemi, więc to, że wyglądam w niej jak Lord Vader (jest czarna) zupełnie mi nie przeszkadza.
  6. Weź kije trekkingowe, nawet jak wcześniej ich nie używałeś. Moje tanie z carfa sprawdzają się bardzo dobrze i nie raz ułatwiły przetrwanie. Niebranie kijów usprawiedliwia jedynie spakowanie się na miesiąc na Camino do bagażu do wzięcia do kabiny samolotu, ale to potrafią hard-core’y a oni mogą nie brać kijków :-)
  7. Zacznij w St. Jean Pied de Port (o ile wybierasz Camino Frances) albo jeszcze wcześniej we Francji (kto wie, a może i w progu własnego domu?) Jeśli nie dasz rady wyjąć całego miesiąca, to rób Camino etapami, ale Santiago zostaw na koniec. Chyba, że z tortu smakują Ci wyłącznie maślane róże :-) spróbuj jednak wybrać się na cały miesiąc, bo to też jest wartość.
  8. Przeczytaj fora, chociażby to na www.caminodesantiago.pl, dowiesz się wielu ciekawych rzeczy :-)
  9. Niezależnie od pory roku weź ze sobą czapkę i rękawiczki (mogą być cienkie, polarowe). To mieści się nawet w bagażu hard-core’ów, a na szlak wychodzi się wcześnie raniutko, kiedy bywa chłodno
  10. Mnie się przez pierwszych 17 dni latarka nie przydała. Nie mam potrzeby wstawania w nocy ani czytać długo (książki mam na tablecie, ipad świeci wystarczająco mocno, albo słucham audiobooków). Z resztą wolę zasnąć wcześniej, zwłaszcza przed tymi, którzy chrapią :-) Bardzo popularne są tu latarki-czołówki, ale jak chcesz takiej używać, to nie machaj głową na prawo i lewo, bo oślepiasz innych!
  11. Nie ma też potrzeby brania kubka, talerzyka czy sztućców. Może przyda się nóż albo wielofunkcyjny scyzoryk z korkociągiem :-) W albergach są zwykle kuchnie z takim wyposażeniem. A jak raz nie będzie, to się nic przecież nie stanie! Poradzisz sobie. Polecany szwajcarski scyzoryk z pierdylionem ostrzy też uznałabym za zbyt ciężki. Nożyczki do paznokci i agrafki wystarczą z narzędzi.
  12. Na miesiąc wystarczą dwie 20 ml tubki pasty do zębów (dostałam takie próbki u dentysty, ale można kupić je też w Rossmanie) i 200 ml szamponu i płynu do mycia w jednym (męskich jest mnóstwo, damskie robi np. Ives Rocher w mało inwazyjnych zapachach, co może mieć znaczenie)
  13. Jeśli nosisz okulary / soczewki kontaktowe, to rozważ na Camino takie typu „night & day”. Polegają na tym, że wkładasz je do oka i wyjmujesz dopiero po miesiącu albo i 40 dniach, zależy od wilgoci pomieszczeń, w których najczęściej przebywasz. Ja takie noszę od kilku lat, uważam, że to zdrowsze niż codzienne grzebanie sobie w oczach i doceniam je bardzo tutaj, kiedy nie muszę mieć tych płynów, pojemniczków i innych dupereli. Mam fiolkę soli fizjologicznej na wszelki wypadek i jedną zapasową parę soczewek, jakbym zgubiła, ale zdarzyło mi się przemyć soczewkę zwykłą wodą z pompy, jak mi wpadł paproch do oka i też dało radę. Oczywiście KONIECZNIE zrób test, czy Twoje oczy dobrze znoszą takie soczewki.
  14. Chyba wzięłam jednak za ciężkie buty. Zdecydowana większość szlaku prowadzi przez tereny nizinne i lżejsze by wystarczyły. Zdecydowanie przydały się w ten jeden, jedyny dzień ze śnieżycą, ale nie wiem, czy nawet dla tego warto było dźwigać je przez cały miesiąc. Chyba najlepiej latem się sprawdzą nawet nie tyle buty trekkingowe co trailowe – do biegania w terenie. Są lekkie a jednocześnie mają twardszą podeszwę i dają rady na kamieniach. A na Camino del Norte w upalne dni doskonale sprawdził mi się zestaw a la Helga (bo to jednak Niemcy a nie Polacy wynaleźli) skarpety + sandały. Serio!
  15. Zrób zdjęcia dokumentów i zapisz gdzieś na w miarę bezpiecznym dysku w chmurze. Mnie się nie przydały, ale podobno zdarza się, że się przydają.
  16. Prześcieradło przeciwpchelne, którego z resztą i tak nie zdążyłam kupić przed wyjazdem by się nie przydało. Nic mnie nie pogryzło a czystość zarówno alberg jak i toalet w barach po drodze przyjemnie zaskakiwała.
  17. Bardzo dobrze w drodze sprawdza się odzież z wełny merynosowej. W porządnych sklepach podróżniczych są warianty na różne zakresy temperatur, nawet na upały. Bardzo dobrze się pierze, szybko schnie, nie obciera i dobrze się nosi. A jeszcze lepiej się sprawdzają tanie, szybkoschnące koszulki z Decathlonu. Merynosy to wersja luksusowa.
  18. Koniecznie weź agrafki. O ile sznurek do wieszania prania mi się nie przydał, to agrafki musiałam dokupić. Można np. przypiąć nimi skarpety do plecaka, żeby schły po drodze. Jak masz miejsce to weź kilka klamerek do przypinania prania do sznurka. Zawsze jest ich deficyt.
  19. W każdej aptece za około 4 zł można kupić żółty proszek dermatol. Jak mawia wujek S., jest tak dobry, że można go sypać do herbaty, ale ja tego nie próbowałam. Bardzo natomiast dobrze nadaje się na wszelkie otarcia, ranki czy inne takie bo ładnie wysusza i dezynfekuje. Dostałam go na drogę od mojej praktycznej mamy i przydał się… ojjj się przydał!
  20. Warto też wziąć wapno. I na wzmocnienie i ew. uczulenie czy wysypkę (od asfaltu, słońca czy czegokolwiek)
  21. Ze środków medyczno-chirurgicznych może się przydać zwykła igła do szycia (nie wiem, czy zdezynfekowanie jej jeszcze w domu coś da) z wełnianą nitką a raczej cienką włóczką – kolor dowolny, może być ekstrawagancki. Czyli igła musi być ciut grubsza. W przypadku nabawienia się dużego bąbla na stopie trzeba przeciągnąć przez niego za pomocą igły wełnę tak, żeby jej końce wystawały z bąbla z obu stron. Wtedy jego zawartość elegancko się po wełnie wysączy, nie będzie uwierać i szybciej się zagoi. Podsypanie dermatolem nie zaszkodzi. Zajęło mi dobrą chwilę, żeby się przemóc i dokonać tej operacji ale było warto. To zdecydowanie najlepszy sposób na bąble!
  22. Nie przydały mi się polecane przez prawie wszystkie fora zatyczki do uszu. Miałam je ze sobą, nic nie ważą, ale włożenie ich do uszu powodowało u mnie stres, że się zupełnie odizoluję i nie usłyszę np. że wszyscy wyszli… Lepszą metodą jest w miarę wczesne zasypianie. Przed chrapaczami.
  23. Szkoda, że nie miałam wtedy mojej ultra lekkiej, cieniutkiej puchóweczki z kapturem, którą noszę cały rok. Dopiero później takie kurtki pojawiły się masowo na rynku. Jestem pewna, że jeśli bym ją wtedy miała to bardzo by mi się przydała. Zaspokojenie potrzeby zapewnienia organizmowi odpowiednio wysokiej (ale nie za wysokiej) temperatury jest na Camino (zwłaszcza, jak idzie się wiosną lub jesienią) ważniejszą i trudniejszą do zaspokojenia potrzebą, niż jedzenie.
  24. Profesjonalny bidon na wodę jest za ciężki. Nawet jak waży 10 deko. Lepsza jest zwykła plastikowa butelka na wodę mineralną która nic nie waży i którą łatwo zastąpić. Wodę, którą koniecznie trzeba mieć ze sobą uzupełnia się w wielu miejscach po drodze, ale warto na bieżąco sprawdzać w przewodniku, rozpisce, czy na www ile km mamy do najbliższego baru czy poidełka. Na Camino Frances jest nawet jedno poidełko dające najprawdziwsze wino! W nieograniczonych ilościach i za zupełną darmoszkę. Pojemność butelki – w zależności od zindywidualizowanych cech osobniczych. Mnie półlitrowa wystarczyła. Na Camino nauczyłam się pić kranówkę.
  25. Żeby czuć się w miarę komfortowo finansowo, trzeba liczyć ok 20€ dziennie. Są albergi po 5€, są też po 15 a czasem trzeba nocować w hotelu za 50. Kawa + bocadillo jakieś 5€, „menu peregrino” (trzydaniowa kolacja): 10€. Zrzuta na gotowaną wspolnie kolację dla 10 osób: 2€. Oczywiście można wydać dużo więcej, ale jest już się wtedy „richiegrino” a nie „peregrino”. W tanich albergach można spotkać ciekawszych ludzi :-)

c d n :-)

2 myśli nt. „Poradnik

    • no okulary generalnie się przydają, ale skoro użyłam ich ostatnio ze 2 lata temu to pomyślałam, że może nie są niezbędne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *